poniedziałek, 23 września 2013

Kubeł zimnej wody

Nie dostałam dotacji.. W ubiegłym tygodniu ogłoszono wyniki. Cały weekend nie wychodziłam z domu zastanawiając się co dalej. To był taki kubeł zimnej wody, po udanym weselu Kasi. Ah tak.. nawet się nie pochwaliłam. Kasia i Adam byli zachwyceni. Bardzo mi dziękowali, że tak poważnie, kompleksowo i drobiazgowo zajęłam się ich uroczystością. Nie zaliczyliśmy żadnej wpadki, goście bardzo dobrze się bawili, a Młodzi wyglądali cudowanie. Sama również całkiem nieźle się bawiłam, chociaż musiałam wszystkiego dopilnować i w związku z tym miałam mało czasu na luźną zabawę. Zresztą byłam na przyjęciu sama.. Niedzielę spędziłam na "poprawinach" u rodziców Kasi, już kompletnie bez stresu, w pełni zadowolona. Zebrałam dużo komplementów i jestem pewna, że dostanę świetne referencje i pokaźną dokumentację, w postaci zdjęć i video. Poniedziałek i wtorek napawałam się jeszcze swoim sukcesem, dopinając ostatnie tematy. W środę otrzymałam maila z wynikami dotacji i cały mój entuzjazm wyparował razem z efektem flow. Dopiero dzisiaj zebrałam się w sobie, żeby podzielić się z Wami moim nieszczęściem. Dużo myślałam co z tym fantem zrobić. Na ten moment odechciało mi się biznesów. Oszczędności się kończą i chyba muszę poszukać jakiejkolwiek pracy. Liczyłam, że dotacja pomostowa pokryje mi ZUS i jeszcze zostanie. Bez wsparcia finansowego nie otworzę teraz działalności. Uświadomiłam sobie też, że organizacja wesel to praca sezonowa. Fakt, że przygotowania trwają rok albo dwa, jednak jest to związanie z terminami, a nie ilością zadań. Najwięcej pracy jest przed samym weselem i na początku (zaklepywanie terminów). Zaczynam w to wszystko wątpić. Może to był głupi pomysł? Może zmarnowałam te kilka miesięcy?

piątek, 13 września 2013

Efekt flow

Słyszeliście o efekcie flow? Chyba właśnie go doświadczam. :) Pojęcie "flow" często jest używane jako określenie wysokiego poziomu efektywności. To jest taki stan, w którym masz pasję, koncentrację, wielką motywację i praca aż pali Ci się w rękach. Przynajmniej ja to tak interpretuję. Miałam bardzo intensywny tydzień, wszystko szło gładko, byłam cały czas w ruchu, mnóstwo spraw do załatwienia.. a ja z każdym zrealizowanym działaniem, zamiast zmęczenia, czułam coraz większy napływ energii. Do tego cały czas pozytywne myślenie - nie dopuszczam możliwości, że coś pójdzie nie tak. Mam wrażenie, że idę dobrą drogą - założę firmę i w końcu będę robić to, co sprawia mi przyjemność. Muszę więcej poczytać o efekcie flow. Ciekawe, czy można wprowadzać się w taki stan świadomie? Sądzę, że wiele elementów można wyćwiczyć, jak na przykład skupienie na zadaniach, planowanie, pozytywne myślenie, czy motywowane się do pracy. Od kiedy wszystko porządnie przemyślałam, zaplanowałam i rozpisałam, wzrosła moja efektywność. Przedtem miałam głowę zawaloną myślami co już zrobiłam, czego jeszcze nie i co najgorsze - ile jeszcze przede mną. Konkretny plan pozwolił mi skupić się na chwili obecnej. Przestałam się zamartwiać, że o czymś zapomnę, bo przecież wszystko było zapisane. No może nie tak w pierwszej wersji w 100%, ale od razu zapisywałam każdą kolejną myśl (pomysł, zadanie do wykonania, kwestię do przemyślenia, pytanie do itp itd). Może to jest sedno tego zjawiska? A może po prostu to, że organizacja wesela sprawia mi wielką frajdę? Co o tym sądzicie? Poczuliście kiedyś "flow"? :)

ps. Trzymajcie jutro za mnie kciuki. Mam nadzieję, że nie zaliczę, żadnej wpadki i zarówno Młodzi, jak i goście będą zachwyceni weselem.

wtorek, 10 września 2013

Planowanie pracy

W sobotę wielki dzień. :) Z tego powodu ten tydzień bardzo intensywny, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Sama się sobie dziwię, ale jestem całkiem spokojna. Sto razy sprawdziłam, czy aby na pewno o wszystkim pomyślałam. Pięknie rozpisałam wszystkie zdania i terminy. Wszystko przygotowałam wcześniej i potwierdziłam. Teraz wystarczy wykonać plan działania i musi być dobrze. :)

Niesamowitą siłę ma planowanie. Mam wrażenie, że to ono zredukowało mój stres do minimum. Początkowo zapełniałam mój papierowy kalendarz, który świetnie się sprawdzał. Pomyślałam jednak, że warto iść z duchem czasu i zsynchronizowałam mój kalendarz w telefonie z kalendarzem Google. Natomiast kalendarz Google podpięłam pod Thunderbirda i zrobiłam sobie małe centrum dowodzenia. :) Mój program pocztowy zasysa wiadomości z obu moich skrzynek - tej prywatnej i "firmowej". Staram się wszystko archiwizować, by skrzynka odbiorcza była cały czas pusta. Na newslettery zrobiłam sobie osobny folder, żeby do niego zaglądać w wolnej chwili. Do tego zakładka z kalendarzem, przez co mam go cały czas pod ręką i nie muszę się logować do Googla. Co jeszcze jest fajne z tym kalendarzem - mam jeden dla siebie, a drugi założyłam pod ślub Kasi i udostępniłam jej go. Zapisywałam jej tam terminy, takie jak np. przymiarka sukni ślubnej. Dawało jej to również poczucie kontroli i uspokajało, gdy widziała, że działam. Jeśli pracujecie w grupie to gorąco polecam wspólny kalendarz. Do mojej bazy dowodzenia dodałam jeszcze zakładkę "zadania" i już nad wszystkim panuję i o niczym nie zapominam. Powtarzam - planowanie redukuje stres :) Fakt, że mam jeszcze małą wiedzę na ten temat, ale po ślubie Kasi zamierzam bardziej się wgłębić w organizacje i zarządzanie sobą w czasie.

W ramach ciekawostki odkryłam coś takiego jak Drukowany Szef Jeszcze go nie przetestowałam, ale idea bardzo mi się spodobała. Mając własną firmę, często brakuje takiego szefa, który sprawdza wyniki i zwraca uwagę na rzeczy najważniejsze. Jestem ciekawa jak to w praktyce będzie wyglądać. Dam znać :) Jeśli mieliście już z tym jakieś doświadczenia, podzielcie się w komentarzu. Do usłyszenia!