poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Plan kariery w MLM

Poprosiłam Kamila o spotkanie, żeby szczegółowo zaplanować moją karierę w marketingu sieciowym. Cieszy mnie, że zauważył zmianę w mojej postawie. Już nie chcę "bawić się" w mlm po pracy, jak często słyszałam od innych - "Ja się w to bawiłem i nic z tego nie wyszło - tam się nie da zarobić". Jak się dzieciaku bawiłeś, to nie dziwi mnie, że nic z tego nie wyszło.. Ktoś doskonale porównał pracę w networkera do tradycyjnego biznesu. Pomyśl.. gdybyś prowadził sklep.. w poniedziałek otwierasz go na 2h, we wtorek zamknięte, bo akurat pogoda kiepska i źle się czujesz, w środę wytrzymujesz osiem godzin, ale do poniedziałku zamykasz, bo już się przepracowałeś... Czy taki biznes ma sens? To dlaczego w marketingu sieciowym ludzie tak pracują i oczekują wyników? Nie każdy potrafi znaleźć w sobie tyle samodyscypliny i motywacji, by zajść daleko w tym biznesie.

Wracając do tematu - spotkałam się z Kamilem, by powiedzieć mu o swojej decyzji, że traktuję ten biznes poważnie i chcę się zaangażować w niego na 100%, by zmienić swoje życie. Wspomniany w ostatnim poście 90 dniowy plan gry to wspaniały początek. Spędziliśmy dwie godziny planując najbliższe miesiące. Dokładnie wiem ile muszę wykonać telefonów i ile spotkań odbyć, aby statystycznie osiągnąć ustalone cele. Wiem też jaką efektywność pracy powinnam osiągnąć i jakiej wiedzy mi brakuje. Poza takimi aspektami jak znajomość produktów czy planu marketingowego, wzięliśmy pod uwagę rozwój kompetencji i budowanie marki osobistej, która w tej branży jest niezbędna. Żeby ludzie mi zaufali i chcieli ze mną współpracować muszę prezentować się profesjonalnie i zadbać o swój wizerunek nie tylko podczas spotkań. Mój blog też jest elementem mojego wizerunku, dlatego wymaga kilku zmian. Z pewnością odczujesz je czytając moje wpisy, ale również chcę zmienić szatę graficzną. Jestem bardzo podekscytowana tym, co ma się wydarzyć.

Po dzisiejszym spotkaniu utwierdziłam się w przekonaniu jak istotne jest planowanie. Nie chodzi o rozpisanie każdego dnia co do minuty, ale o określenie kierunku i wyznaczenie kamieni milowych. Wiem gdzie chcę dojść i którą drogą mogę tam dotrzeć. Dokładne "jak" tą drogę przebyć będę planować i korygować już w trakcie podróży. Dołączycie do mojej przygody w rozwijaniu biznesu, budowaniu własnej marki i zmiany życia na lepsze (świadome i na własnych zasadach)?

czwartek, 14 sierpnia 2014

90 dni

Ostatnio furorę w branży MLM robi Eric Worre i jego pięcioczęściowy trening. Nagrał on filmik, który podzielił na pięć części i kolejno w każdej z nich odkrywa tajniki 90-cio dniowego planu gry. Już tłumaczę o co chodzi..

"90 dniowy plan gry" to strategia mocnego uderzenia, która polega na poświęceniu wszystkiego i przez trzy miesiące maksymalnej koncentracji na biznesie MLM. Takie skumulowane działania mają przynieść ponadprzeciętne efekty.

Pierwszy element gry to tzw Pre-Launch, podczas którego następuje intensywna rekrutacja do biznesu. Wszystkim należy opowiadać o swoim planie przedstawiając jego siłę z ogromnym entuzjazmem. Mając wyznaczoną datę startu skupia się na niej cała uwaga budowanego zespołu. Im dłuższy Pre-Launch tym lepiej, gdyż więcej osób można zrekrutować.

Kolejny etap to trwający właśnie 90 dni Launch, który kończy się wydarzeniem. Wszelkie działania podejmowane w trakcie tych trzech miesięcy mają na celu sprzedaż biletów na wspomniane wydarzenie. Haczyk polega na tym, że ten okres jest praktycznie wycięty z życiorysu człowieka, gdyż wymaga pracy po 16 godzin dziennie. Jeśli ktoś pracuje na etacie, to 8h + 8h po pracy. Tutaj nie ma litości - to jest warunek sukcesu.

To tak w wielkim skrócie. Nie będę się rozpisywać, ponieważ najlepiej posłuchać jak tłumaczy swój plan Eric Worre. Wszystkie pięć części można znaleźć na stronie http://blog.networkmarket.pl/tag/90dni/
Moja firma wdraża tą koncepcję i rozpoczyna fazę Pre-Launch. Dla mnie to idealny moment, gdyż i tak planowałam rozpocząć intensywną pracę od września, w związku z tym dołączam do gry!

czwartek, 7 sierpnia 2014

To gdzie pracuję nie definiuje kim jestem

Pamiętacie jak pisałam, że mam problem z pewnością siebie? Bardzo przeszkadzała mi moja praca w kawiarni. Kto chciałby robić biznes z kelnerką? Sporo na ten temat myślałam i wiecie co? To gdzie człowiek pracuje nie definiuje go kim tak naprawdę jest w życiu. Oczywiste prawda? Dlaczego więc czułam się gorsza? Czy osoba sprzątająca lub pracująca na kasie w hipermarkecie jest gorsza od kierownika w dużej firmie? Zresztą, co znaczy gorsza - ma mniejszą wiedzę, kompetencje, inteligencje, obycie, potencjał? To, że aktualnie pracuję jako kelnerka to był mój wybór. Sytuacja była jaka była i albo mogłam siedzieć w domu i narzekać, że nie ma pracy, która byłaby dla mnie wystarczająco dobra, albo mogłam podjąć jakąkolwiek pracę i w tym czasie szukać alternatywy. Moja etatowa praca daje mi stabilność i pieniądze, które mogę zainwestować swój rozwój, by w niedługim czasie zmienić coś w swoim życiu. Prawda jest jeszcze taka, że dzięki pracy w tej kawiarni poznałam Kamila, a dzięki frustracji z wykonywanego zawodu postanowiłam rozważyć jego propozycję współpracy. Szybkie wnioski: 1. Nic nie dzieje się bez przyczyny; 2. Zawsze można coś zmienić w swoim życiu.

Postanowiłam wyrzucić ze swojej głowy etykietkę kelnerki i na nowo uwierzyć w siebie. Tak jak pisałam we wcześniejszym poście - sierpień to czas przygotowań, a od września biorę się mocno do pracy w MLMie. W przyszłym roku rzucam etat i staję się liderką, kobietą przedsiębiorczą, bo właśnie taka chcę być. A Ty zastanawiałeś się kiedyś kim chcesz w życiu być? Czy obecna praca sprawia Ci radość i realizujesz się w niej? Jeśli nie, to mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta zatrzymasz się na chwilę i pomyślisz nad tym. Podejmij świadomą decyzję.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sezon ogórkowy

Lato, wakacje, upały...w kawiarni młyn, w biznesie cisza. Wołałabym, żeby było odwrotnie, ale cóż.. mamy już sierpień, więc jakoś to przetrwam. Rozmawiałam z Kamilem i postanowiliśmy odpuścić do września. Padam na twarz po szalonej pracy w kawiarni - spotkania biznesowe prawie zanikły, za to mamy gigantyczny napływ turystów, którzy nie zawsze dorównują swoją klasą przedsiębiorcom. Zapewne ma na to wpływ zwiększona sprzedaż napojów alkoholowych...

Końcem czerwca byłam na urlopie, a już o nim zdążyłam zapomnieć. Cudowne 10 dni w Chorwacji naładowało moje baterie, ale jak to zwykle bywa, szkoda, że już po.

Próbowałam w lipcu podziałać coś jeszcze w biznesie. Początki były słabe, ale gdy nadeszły wakacje, to już zaczęła się tragedia - każdy telefon z zaproszeniem na spotkanie, to była jedna z trzech wymówek: 1. jestem przed urlopem, nie mam teraz głowy - spotkamy się po powrocie; 2. jestem na urlopie, porozmawiamy jak wrócę; 3. dopiero wróciłem z urlopu i jeszcze nie wróciłem do rzeczywistości - spotkajmy się za kilka dni. Może to słabe z mojej strony, że odpuszczam do września. Jednak nie zamierzam tak całkiem nic nie zrobić. Ten czas poświęcę planowaniu i nauce, tak żeby we wrześniu mocno ruszyć. Marketing sieciowy jest całkiem nieźle policzalny - łatwo obliczyć ile osób trzeba z rekrutować i jakie mieć obroty, żeby zarabiać konkretne kwoty. Podobnie wiadomo jakie kompetencje trzeba posiadać, by efekty były widoczne.




piątek, 20 czerwca 2014

Trudne początki

Już minął ponad miesiąc od pierwszej telefoniady. Teraz takie masowe dzwonienie wykonuję średnio raz w tygodniu. Może to zbyt rzadko, albo ilość odbytych rozmów jest za mała? Ciągle mam tylko kilka spotkań w tygodniu i niezbyt mi one wychodzą. Mam wpisanych tylko parę osób i to tak naprawdę jedynie dzięki Kamilowi, który prowadził te spotkania. Nie wiem co robię źle.. skuteczność telefonów niewielka.. efektywność spotkań jeszcze gorsza. Kamil ciągle mnie motywuje mówiąc, że początki zawsze są trudne i służy radą, gdy tylko tego potrzebuję.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę problem w mojej pewności siebie. Jestem tylko kelnerką w niedużej kawiarni i mam wrażenie, że przez ten pryzmat ludzie mnie postrzegają. A może ja tak siebie widzę i oni po prostu to czują? Jeśli nie będę pewna siebie i swojego biznesu, to nie ma możliwości, żeby ludzie za mną poszli. Tu nie mam żadnych wątpliwości.

Co jednak mogę z tym zrobić? Z pewnością czułabym się lepiej, gdybym spotykała się z ludźmi, którzy nie wiedzą o moim etacie kelnerki. Jeśli chcę go jak najszybciej rzucić, to muszę skupić się na biznesie i zachowywać się jak kobieta przedsiębiorcza. Tylko gdzie znaleźć ludzi, którzy nie przylepią mi na wstępie łatki kelnerki?

Kamil mówi, że pewność siebie przychodzi z doświadczeniem. Im więcej odbędę spotkań, im lepiej poznam firmę i produkt, im więcej sukcesów będę miała na koncie (nawet drobnych), tym większa (naturalna!) pewność siebie będzie mi towarzyszyć. Zgadzam się z nim, tylko czym teraz zastąpić tą naturalną pewność siebie do czasu, aż te drobne sukesy się pojawią?

wtorek, 13 maja 2014

Telefoniada

Nie przepadam za telefonem.. nie jestem typem co potrafi wisieć godzinami na linii - jakoś nie sprawia mi to przyjemności. No cóż.. tutaj nie chodzi o plotkowanie, ale umawianie spotkań. Nie byłoby problemu z dzwonieniem do przyjaciół, jednak jakoś dzwonienie do znajomych, z którymi nie mam takiego bliskiego kontaktu trochę mnie krępuje. Siedzę i gapię się w telefon przed każdym wykręceniem numeru. Nie wiem czemu mam takie opory - wiem co mówić, bo mieliśmy bardzo fajne szkolenie z dzwonienia, a ludzie w większości są bardzo mili. Nawet jeśli ktoś mówi "nie" to przecież nie jest to personalne. Człowiek czuje się wtedy jakoś tak odrzucony, a to przecież nie ma z tym nic wspólnego. Nie każdy musi mieć czas i ochotę, by spotkać się ze mną i rozmawiać o biznesie. Powinnam bez wzruszenia dzwonić dalej, jednak teoria to jedno, a w praktyka jest trochę trudniejsza. Na 10 telefonów umówiłam 4 konkretne spotkania, więc trochę słabo mi to idzie. Dwie osoby pewnie odmówiły, reszta stwierdziła, że możemy się "kiedyś" spotkać, ale nie udało mi się ustalić konkretnego terminu. Chyba po prostu mnie zbyli :)

Trochę zraziłam się tą pierwszą telefoniadą i ciężko zabrać mi się za dzwonienie. Te cztery spotkania też były bez szału. Niby temat ich zaciekawił, ale mam wrażenie, że z niedowierzaniem czekają czy mnie coś z tego wyjdzie. Nie ukrywam, że entuzjazm mocno opadł. Kamil mówi, że to normalne - na początku wszystko wydaje się takie łatwe i przyjemne, a gdy przychodzi do działania, to już nie tak prosto zmotywować się i iść do przodu mimo niepowodzeń. Trochę wjechał mi na ambicję - przecież nie poddam się zanim tak naprawdę nie zaczęłam. Jeszcze nie wiem czy się do tego nadaję, czy nie.. jeszcze nie miałam okazji się sprawdzić.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Lista 100

W ostatnim poście pisałam o spotkaniu z Kamilem. Trochę czasu już od tego wydarzenia minęło i na jednym spotkaniu się nie skończyło. Powiem Wam, że weszłam w ten biznes. Mimo wielu wątpliwości postanowiłam dać sobie szansę na zmianę w życiu. Wiadomo, nie rzuciłam od razu pracy w kawiarni. Ona daje mi poczucie stabilności i póki nie zacznę rozsądnie zarabiać w MLMie, to z pewnością tu zostanę (oby szefowa nie czytała moich postów ;) ).

Zaczęłam od udziału w prezentacji - do tej pory słyszałam tylko fragmenty, teraz chciałam poczuć ten klimat. Następnie Kamil dał mi czas na przygotowanie swojej listy. Podobno lista to podstawowa rzecz w tej pracy. Zalecił mi wypisać 100 kontaktów, na których będziemy bazować. W pierwszej chwili przeraziłam się, że aż tak wiele, jednak Kamil podsunął mi w jaki sposób podejść do tematu. Miałam podzielić znajomych na grupy takie jak: praca, studia, przyjaciele, rodzina, sąsiedzi, znajomi z kursu angielskiego czy znajome z fitnessu. Identyfikacja takich grup bardzo mi pomogła, ponieważ uporządkowała tok myślenia. Kolejną wskazówką było przejrzenie wszystkich baz kontaktów, czyli telefonu, skrzynki mailowej, znajomych na Facebooku, czy grup dyskusyjnych. W ostateczności okazało się, że to 100 kontaktów to nie jest tak dużo.

Przyniosłam swoją listę na spotkanie z Kamilem i mocno ją pokreśliłam. :) Sporo czasu poświęciliśmy na rozmowę o poszczególnych osobach - jakie relacje mnie z nimi łączą, czym się zajmują, w jakim wieku są, czy mają rodziny itp itd. Na koniec spotkania miałam pięknie posortowanie kontakty - na osoby, do których mam się odezwać w pierwszej kolejności oraz takie, do których zadzwonię, gdy nabiorę doświadczenia, czy takie, które profilowo nie pasują do tego biznesu i nie ma co im teraz zawracać tym głowy. Dobrze spędzony czas i pierwszy krok za mną. Kolejnym będzie telefoniczne umówienie spotkań, jednak zanim przystąpię do "telefoniady", to idę w przyszłym tygodniu na małe szkolenie, które Kamil prowadzi dla grupy kilku osób z zespołu. Może wybrałam dość wolne tempo działania, jednak Kamil uszanował moje podejście - nie chcę sparzyć się na starcie, a etat też trochę mnie ogranicza.