wtorek, 13 maja 2014

Telefoniada

Nie przepadam za telefonem.. nie jestem typem co potrafi wisieć godzinami na linii - jakoś nie sprawia mi to przyjemności. No cóż.. tutaj nie chodzi o plotkowanie, ale umawianie spotkań. Nie byłoby problemu z dzwonieniem do przyjaciół, jednak jakoś dzwonienie do znajomych, z którymi nie mam takiego bliskiego kontaktu trochę mnie krępuje. Siedzę i gapię się w telefon przed każdym wykręceniem numeru. Nie wiem czemu mam takie opory - wiem co mówić, bo mieliśmy bardzo fajne szkolenie z dzwonienia, a ludzie w większości są bardzo mili. Nawet jeśli ktoś mówi "nie" to przecież nie jest to personalne. Człowiek czuje się wtedy jakoś tak odrzucony, a to przecież nie ma z tym nic wspólnego. Nie każdy musi mieć czas i ochotę, by spotkać się ze mną i rozmawiać o biznesie. Powinnam bez wzruszenia dzwonić dalej, jednak teoria to jedno, a w praktyka jest trochę trudniejsza. Na 10 telefonów umówiłam 4 konkretne spotkania, więc trochę słabo mi to idzie. Dwie osoby pewnie odmówiły, reszta stwierdziła, że możemy się "kiedyś" spotkać, ale nie udało mi się ustalić konkretnego terminu. Chyba po prostu mnie zbyli :)

Trochę zraziłam się tą pierwszą telefoniadą i ciężko zabrać mi się za dzwonienie. Te cztery spotkania też były bez szału. Niby temat ich zaciekawił, ale mam wrażenie, że z niedowierzaniem czekają czy mnie coś z tego wyjdzie. Nie ukrywam, że entuzjazm mocno opadł. Kamil mówi, że to normalne - na początku wszystko wydaje się takie łatwe i przyjemne, a gdy przychodzi do działania, to już nie tak prosto zmotywować się i iść do przodu mimo niepowodzeń. Trochę wjechał mi na ambicję - przecież nie poddam się zanim tak naprawdę nie zaczęłam. Jeszcze nie wiem czy się do tego nadaję, czy nie.. jeszcze nie miałam okazji się sprawdzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz