Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mlm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mlm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2014

90 dni

Ostatnio furorę w branży MLM robi Eric Worre i jego pięcioczęściowy trening. Nagrał on filmik, który podzielił na pięć części i kolejno w każdej z nich odkrywa tajniki 90-cio dniowego planu gry. Już tłumaczę o co chodzi..

"90 dniowy plan gry" to strategia mocnego uderzenia, która polega na poświęceniu wszystkiego i przez trzy miesiące maksymalnej koncentracji na biznesie MLM. Takie skumulowane działania mają przynieść ponadprzeciętne efekty.

Pierwszy element gry to tzw Pre-Launch, podczas którego następuje intensywna rekrutacja do biznesu. Wszystkim należy opowiadać o swoim planie przedstawiając jego siłę z ogromnym entuzjazmem. Mając wyznaczoną datę startu skupia się na niej cała uwaga budowanego zespołu. Im dłuższy Pre-Launch tym lepiej, gdyż więcej osób można zrekrutować.

Kolejny etap to trwający właśnie 90 dni Launch, który kończy się wydarzeniem. Wszelkie działania podejmowane w trakcie tych trzech miesięcy mają na celu sprzedaż biletów na wspomniane wydarzenie. Haczyk polega na tym, że ten okres jest praktycznie wycięty z życiorysu człowieka, gdyż wymaga pracy po 16 godzin dziennie. Jeśli ktoś pracuje na etacie, to 8h + 8h po pracy. Tutaj nie ma litości - to jest warunek sukcesu.

To tak w wielkim skrócie. Nie będę się rozpisywać, ponieważ najlepiej posłuchać jak tłumaczy swój plan Eric Worre. Wszystkie pięć części można znaleźć na stronie http://blog.networkmarket.pl/tag/90dni/
Moja firma wdraża tą koncepcję i rozpoczyna fazę Pre-Launch. Dla mnie to idealny moment, gdyż i tak planowałam rozpocząć intensywną pracę od września, w związku z tym dołączam do gry!

piątek, 20 czerwca 2014

Trudne początki

Już minął ponad miesiąc od pierwszej telefoniady. Teraz takie masowe dzwonienie wykonuję średnio raz w tygodniu. Może to zbyt rzadko, albo ilość odbytych rozmów jest za mała? Ciągle mam tylko kilka spotkań w tygodniu i niezbyt mi one wychodzą. Mam wpisanych tylko parę osób i to tak naprawdę jedynie dzięki Kamilowi, który prowadził te spotkania. Nie wiem co robię źle.. skuteczność telefonów niewielka.. efektywność spotkań jeszcze gorsza. Kamil ciągle mnie motywuje mówiąc, że początki zawsze są trudne i służy radą, gdy tylko tego potrzebuję.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę problem w mojej pewności siebie. Jestem tylko kelnerką w niedużej kawiarni i mam wrażenie, że przez ten pryzmat ludzie mnie postrzegają. A może ja tak siebie widzę i oni po prostu to czują? Jeśli nie będę pewna siebie i swojego biznesu, to nie ma możliwości, żeby ludzie za mną poszli. Tu nie mam żadnych wątpliwości.

Co jednak mogę z tym zrobić? Z pewnością czułabym się lepiej, gdybym spotykała się z ludźmi, którzy nie wiedzą o moim etacie kelnerki. Jeśli chcę go jak najszybciej rzucić, to muszę skupić się na biznesie i zachowywać się jak kobieta przedsiębiorcza. Tylko gdzie znaleźć ludzi, którzy nie przylepią mi na wstępie łatki kelnerki?

Kamil mówi, że pewność siebie przychodzi z doświadczeniem. Im więcej odbędę spotkań, im lepiej poznam firmę i produkt, im więcej sukcesów będę miała na koncie (nawet drobnych), tym większa (naturalna!) pewność siebie będzie mi towarzyszyć. Zgadzam się z nim, tylko czym teraz zastąpić tą naturalną pewność siebie do czasu, aż te drobne sukesy się pojawią?

wtorek, 13 maja 2014

Telefoniada

Nie przepadam za telefonem.. nie jestem typem co potrafi wisieć godzinami na linii - jakoś nie sprawia mi to przyjemności. No cóż.. tutaj nie chodzi o plotkowanie, ale umawianie spotkań. Nie byłoby problemu z dzwonieniem do przyjaciół, jednak jakoś dzwonienie do znajomych, z którymi nie mam takiego bliskiego kontaktu trochę mnie krępuje. Siedzę i gapię się w telefon przed każdym wykręceniem numeru. Nie wiem czemu mam takie opory - wiem co mówić, bo mieliśmy bardzo fajne szkolenie z dzwonienia, a ludzie w większości są bardzo mili. Nawet jeśli ktoś mówi "nie" to przecież nie jest to personalne. Człowiek czuje się wtedy jakoś tak odrzucony, a to przecież nie ma z tym nic wspólnego. Nie każdy musi mieć czas i ochotę, by spotkać się ze mną i rozmawiać o biznesie. Powinnam bez wzruszenia dzwonić dalej, jednak teoria to jedno, a w praktyka jest trochę trudniejsza. Na 10 telefonów umówiłam 4 konkretne spotkania, więc trochę słabo mi to idzie. Dwie osoby pewnie odmówiły, reszta stwierdziła, że możemy się "kiedyś" spotkać, ale nie udało mi się ustalić konkretnego terminu. Chyba po prostu mnie zbyli :)

Trochę zraziłam się tą pierwszą telefoniadą i ciężko zabrać mi się za dzwonienie. Te cztery spotkania też były bez szału. Niby temat ich zaciekawił, ale mam wrażenie, że z niedowierzaniem czekają czy mnie coś z tego wyjdzie. Nie ukrywam, że entuzjazm mocno opadł. Kamil mówi, że to normalne - na początku wszystko wydaje się takie łatwe i przyjemne, a gdy przychodzi do działania, to już nie tak prosto zmotywować się i iść do przodu mimo niepowodzeń. Trochę wjechał mi na ambicję - przecież nie poddam się zanim tak naprawdę nie zaczęłam. Jeszcze nie wiem czy się do tego nadaję, czy nie.. jeszcze nie miałam okazji się sprawdzić.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Lista 100

W ostatnim poście pisałam o spotkaniu z Kamilem. Trochę czasu już od tego wydarzenia minęło i na jednym spotkaniu się nie skończyło. Powiem Wam, że weszłam w ten biznes. Mimo wielu wątpliwości postanowiłam dać sobie szansę na zmianę w życiu. Wiadomo, nie rzuciłam od razu pracy w kawiarni. Ona daje mi poczucie stabilności i póki nie zacznę rozsądnie zarabiać w MLMie, to z pewnością tu zostanę (oby szefowa nie czytała moich postów ;) ).

Zaczęłam od udziału w prezentacji - do tej pory słyszałam tylko fragmenty, teraz chciałam poczuć ten klimat. Następnie Kamil dał mi czas na przygotowanie swojej listy. Podobno lista to podstawowa rzecz w tej pracy. Zalecił mi wypisać 100 kontaktów, na których będziemy bazować. W pierwszej chwili przeraziłam się, że aż tak wiele, jednak Kamil podsunął mi w jaki sposób podejść do tematu. Miałam podzielić znajomych na grupy takie jak: praca, studia, przyjaciele, rodzina, sąsiedzi, znajomi z kursu angielskiego czy znajome z fitnessu. Identyfikacja takich grup bardzo mi pomogła, ponieważ uporządkowała tok myślenia. Kolejną wskazówką było przejrzenie wszystkich baz kontaktów, czyli telefonu, skrzynki mailowej, znajomych na Facebooku, czy grup dyskusyjnych. W ostateczności okazało się, że to 100 kontaktów to nie jest tak dużo.

Przyniosłam swoją listę na spotkanie z Kamilem i mocno ją pokreśliłam. :) Sporo czasu poświęciliśmy na rozmowę o poszczególnych osobach - jakie relacje mnie z nimi łączą, czym się zajmują, w jakim wieku są, czy mają rodziny itp itd. Na koniec spotkania miałam pięknie posortowanie kontakty - na osoby, do których mam się odezwać w pierwszej kolejności oraz takie, do których zadzwonię, gdy nabiorę doświadczenia, czy takie, które profilowo nie pasują do tego biznesu i nie ma co im teraz zawracać tym głowy. Dobrze spędzony czas i pierwszy krok za mną. Kolejnym będzie telefoniczne umówienie spotkań, jednak zanim przystąpię do "telefoniady", to idę w przyszłym tygodniu na małe szkolenie, które Kamil prowadzi dla grupy kilku osób z zespołu. Może wybrałam dość wolne tempo działania, jednak Kamil uszanował moje podejście - nie chcę sparzyć się na starcie, a etat też trochę mnie ogranicza.

czwartek, 13 marca 2014

Wrażenia po spotkaniu biznesowym

Nie ukrywam, że Kamil zrobił na mnie spore wrażenie. O Kamilu wspominałam w ostatnim poście - umówiłam się z nim na spotkanie i to była całkiem niezła decyzja. Było bardzo przyjemnie, bez żadnego wciskania i namawiania. Opowiedział trochę o sobie, ale też wysłuchał czym się zajmuję i interesuję. Starannie przedstawił o co chodzi w MLM i jak wygląda plan marketingowy jego firmy. Odpowiedział na wszystkie moje pytania, sam zadając ich wiele, by lepiej zrozumieć co mam na myśli. Spotkanie trwało 1,5 godziny i jesteśmy umówieni na telefon, gdy na spokojnie przemyślę to, co usłyszałam. Po godzinie rozmowy już byłam na tak, jednak opanowałam swoje emocje i postanowiłam przespać się z tym tematem.

Minęło parę dni, pierwsze emocje opadły, a ja ciągle zastanawiam się nad propozycją Kamila. To jest genialna alternatywa dla własnego biznesu, o którym tak marzę. Wkład władny niewielki w porównaniu do tradycyjnego biznesu, gotowy plan marketingowy i całe systemy dystrybucji oraz co najważniejsze - mentor, w którego interesie leżą moje postępy i sukcesy. Może zamiast od podstaw tworzyć swoje własne "imperium", lepiej dołączyć do czegoś gotowego i sprawdzonego? Tak naprawdę, mając stałą pracę na etacie, nie mam żadnej presji i nic do stracenia, a sporo do zyskania (choćby nowe doświadczenia). Nikt nie mówi, że mam rzucić wszystko i poświęcić się w 100% tej pracy. Jednak mam świadomość, że z podejściem "spróbuję" z pewnością nic nie osiągnę. To jest biznes i żeby mieć wyniki trzeba traktować go poważnie. Kamil fajnie porównał pracę niektórych osób do sklepu, który jest otwarty, kiedy akurat mają dobry humor i motywację. Taki sklep nie ma racji bytu, tak samo jak nie ma szans na sukces w tym biznesie, jeśli zabraknie dyscypliny i konsekwencji. Z tego powodu trochę się waham, bo nie wiem, czy ja mam w sobie tyle determinacji, by "po godzinach" stawać się przedsiębiorcą i budować biznes.

Tak, czy inaczej w poniedziałek widzę się z Kamilem - mam nadzieję, że rozwieje resztkę moich wątpliwości. :)

piątek, 28 lutego 2014

Prezentacja biznesowa

Nawet nie wiem kiedy minęły mi te dwa miesiące nowego roku. W pracy przypadła mi obsługa rezerwacji - co chwilę odbywają się jakieś spotkania, networkingi, prezentacje, warsztaty itp. Staramy się pomagać przy promocji wydarzeń i dbać o wszystkie szczegóły, żeby stworzyć jak najlepsze warunki do tego typu spotkań. Bardzo się cieszę, że trafiłam do kawiarni o tak biznesowym charakterze. Czasem mam możliwość posłuchać fragmentów różnych wystąpień i zawsze można coś ciekawego z nich wyciągnąć dla siebie. Od tego roku, co tydzień odbywa się u nas prezentacja biznesowa pewnej firmy. Zawsze jest pełna sala, a że trwa ona bez przerwy dwie godziny, to zamówienia zbieramy przed rozpoczęciem i donosimy do stolików w trakcie jej trwania. Już wtedy można się zorientować na jaki temat będzie prezentacja, a gdy ta pierwsza fala zamówień minie, mam czas by przystanąć w kącie i posłuchać o czym mowa. Odbyłam już kilka takich prezentacji i nie ukrywam, że coraz bardziej zaczyna mnie interesować ten biznes..

Mamy stałego klienta, który bywa na tych prezentacjach, a w ciągu tygodnia potrafi zajmować stolik nawet z pięć godzin. Rozmówcy co jakiś czas zmieniają się, a on tylko domawia kolejne napoje. Wczoraj ewidentnie miał jakąś lukę w spotkaniach, gdyż siedział sam przy stoliku z otwartym kalendarzem i dzwoniąc gdzieś co chwilę. Potem wyciągnął jakąś książkę, ale chyba nie szło mu czytanie, bo co chwilę zawieszał wzrok gdzieś w oddali. Tak się złożyło, że miałam pustą salę i też nuda zaczęła mi doskwierać. Widocznie to zauważył, ponieważ zagadał do mnie - zauważył, że bywam na prezentacjach jego firmy. Po chwili rozmawialiśmy w najlepsze o charakterze jego pracy oraz jej wadach i zaletach. Niestety nie trwało to długo, gdyż zaczęli się schodzić klienci, więc na zakończenie zaproponował mi spotkanie. Przypomniała mi się prezentacja innej firmy, na której byłam i rozmowa z kolegą - próbował mnie "zrekrutować" ale jakoś to nie był mój klimat.. a może moment nieodpowiedni. Ten facet był dla mnie bardziej przekonujący. Jedno spotkanie - co mi zależy :)

poniedziałek, 7 października 2013

Co teraz?

Długo się zastanawiałam co teraz i ciągle nie wiem, którą drogą pójść. Dalej czuję, że organizacja przyjęć weselnych jest dla mnie przyjemnością i się w tym odnajduję, jednak straciłam wiarę, że to może mi się udać. Coraz bardziej zastanawiam się czy w dobrym kierunku zmierzam. Tyle energii i czasu poświęciłam na staranie się o dotację, napisanie biznesplanu, opracowywanie wizerunku firmy. Z dotacją porażka, ale jednak trochę szkoda wszystko przekreślić. Pewnie zebrałabym się w sobie i dążyła do powstania i rozwoju firmy, gdyby nie jedna drobna przeszkoda - finanse. Muszę zacząć zarabiać.
Długo użalałam się nad sobą i tkwiłam w bezczynności - pora wziąć się w garść i coś zmienić.

Przeglądałam oferty pracy i poczułam ogromną niechęć do powrotu w sztywne ramy etatu. Założę własną firmę, tylko muszę zdobyć pieniądze i dogłębniej to przemyśleć. Na ten moment widzę tylko trzy rozwiązania:
1. Wyjechać gdzieś za granicę, przetrwać jakoś kilka miesięcy, może rok, pracując ciężko, odkładając większość i po powrocie do Polski ruszyć z kopyta. Trochę przeraża mnie ta ciężka praca i biedowanie na obczyźnie.
2. Rozpocząć współpracę z firmą MLM. Jeszcze nie jestem przekonana do tej formy zarabiania ale mój znajomy Tomek całkiem nieźle sobie radzi w takiej firmie i przekonuje mnie bym spróbowała. Na pewno plusem jest duża elastyczność pracy, szkolenia i namiastka własnego biznesu. Problem w tym, że MLM jest dość kontrowersyjny, a i na pieniądze trzeba trochę poczekać.
3. Praca jako przedstawiciel handlowy. Ofert w Internecie jest dużo, praca charakteryzuje się sporą elastycznością i a zarobi zależą od moich działań. Z pewnością nauczę się tam sprzedaży, zawsze jest jakaś podstawa, czyli pieniądze od razu, tylko nie do końca wiem czym to się je. Przedstawiciel handlowy kojarzy mi się z akwizycją, co też mnie przeraża.

Co o tym sądzicie? Co zrobilibyście na moim miejscu? Może macie jakieś inne pomysły? Proszę o rady!

fot. polymedia.pl