Własna firma utknęła w mojej głowie. Od kilku dni
wszystko, co widzę rozważam z perspektywy biznesu. Zwariować można. Pomysłów
miałam ogrom – jednak to prawda, że jeśli człowiek na czymś mocno się
koncentruje, to zaczyna widzieć więcej.
Przez weekend spotkałam się z moją przyjaciółką
Kasią. Pomysł, żeby założyć własną firmę bardzo jej się spodobał i obiecała
wspierać mnie jak tylko będzie mogła. Chciałam, żeby pomogła mi wymyślić, czym
miałabym się zajmować, ale nie podsunęła mi żadnego genialnego pomysłu. Sama
chętnie zrezygnowałaby ze swojej pracy, która tak mocno ją absorbuje, że nie ma
na nic czasu. Jej ślub z Adamem zbliża się wielkimi krokami, a oni jeszcze
prawie nic nie mają załatwione. Żaliła się, że inaczej to sobie wyobrażała.
Myślała, że organizacja wesela sprawi jej dużo przyjemności, tymczasem zaczyna
się irytować, że jest tyle do zrobienia, a oni nie mają kiedy się tym zająć.
Zrzucają na siebie nawzajem zadanie poszukiwania zespołu, sali, fotografia itp.
Każe z nich chciałoby jedynie podjąć decyzję wybierając z 2-3 najlepszych opcji
– szukanie jest zbyt czasochłonne. Zdziwiło mnie podejście Kasi. Tomek i ja na
pewno czerpalibyśmy dużo frajdy z organizacji tego wyjątkowego dnia.. eh.
Poniedziałek, wtorek, środa.. dni mijały a ja ciągle myślałam o Kasi i Adamie. Dzisiaj nastąpiło olśnienie i koniecznie musiałam się nim z Wami podzielić. Skoro Kasia
nie ma czasu na organizację własnego ślubu, to ja się tym zajmę! Przecież na
studiach wielokrotnie organizowałam różne eventy i imprezy. Kto wie.. może to będzie moje pierwsze "zlecenie"? Konsulting ślubny?!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz